10 months in the USA
"The key to happiness is having dreams.
The key to success is making your dreams come true."

KONCERT WESLEYA I KONCERT CHÓRU! :)


Link 15.07.2011 :: 13:14 Komentuj (2)
11 Maja Ja, Sam i Jake udaliśmy się na gig Wesleya. 
Przez prawie 3 godziny słuchaliśmy muzyki granej przez jego zespół ''Unleaded''.
Bylo wyjatkowo ciekawie... szczególnie jeśli droga do miejsca w którym grali zajmowała jakieś 45 min. Wracaliśmy do domu w środku nocy. Sam i ja byłyśmy głodne więc ku niezadowoleniu jej chłopaka, zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i spędziliśmy tam dodatkowe 45 min jedząc... hahahha :)


Unleaded band:


Wesley:




20 Maja odbył się natomiast koncert chóru w mojej szkole, śpiewaliśmy ''Single Ladies'', ''Crush'', ''Hey there Delilah'', ''1234'' i ''Haven't met you yet Michaela Buble które możecie tutaj zobaczyć:



Ja i Wesley:


Od lewej: Maria, moja nauczycielka chóry- Mrs Nelson, Drew, ja i Riley

Ja i Justin:






WRÓCIŁAM!!!!!!


Link 09.07.2011 :: 12:52 Komentuj (10)
Jestem w Polsce... 
Przepraszam że nie pisałam, ale prawda jest taka że moje ostatnie tygodnie w Ameryce należały zdecydowanie do najlepszych w moim życiu. Nie  miałam czasu na dokańczanie bloga. ze szkołą tam, tym wszystkim co robiłam i polską szkołą online, myślałam że zwariuję...
Ale mój sen się skończył, nadeszło pożegnanie i to był jeden z najsmutniejszych momentów w moim życiu. Czy checie żebym kontynuowała bloga, dodała zdjęcia z paru poprzednich tygodni? Dajcie mi znać w komentarzach, w razie pytań kontakt przez maile: wisnicka.anna@gmail.com. 
Pozdrawiam Was, 
już z Polski, 
Ania


PROM!!! :)


Link 23.04.2011 :: 02:24 Komentuj (10)
No więc tak! 
Z powodu pewnych problemów- o których chcę pisać tylko w prywatnych wiadomościach- jeśli ktoś chce wiedzieć więcej podaję jeszcze raz maila: wisnicka.anna@gmail.com, zmieniłam rodzinę. 
Mieszkam teraz z moją najlepszą amerykańską przyjaciółką Sam. 
Codziennie robimy coś zwariowanego więc nie nudzę się ani na chwilę, i jest niesamowicie. :)

16.04.2011 to data, kiedy odbył się PROM!
Było niesamowicie.
Rano ja i Sam, pojechałyśmy do fryzjera. Dokładnie przez 2 godziny i 17 minut siedziałam w jednym miejscu i już mnie  tam rozrywało- bo ja zdecydowanie nie należę do osób cierpliwych, ale zdecydowanie opłacało się! :)
Moja fryzura była niesamowita.
W drodze powrotnej, spieszyłyśmy się strasznie, więc zmywałyśmy lakier do paznokci- w samochodzie...hahah. To było naprawdę śmieszne, szczególnie wtedy kiedy mijałyśmy szeryfa. xD
Przed zrobieniem zdjęć Wesley przyjechał do mojego domu, gdzie był już Jake-chłopak Sam.






Zrobiliśmy zdjęcia, po czym ja i Wesley udaliśmy do domu jednego z naszych znajomych po to by zorbić tam zdjęcia z rodzicami i innymi przyjaciółmi. Było nas tam łacznie 22pary. Straszne zameiszanie ale przy okazji fajna zabawa.








A! Pomysl z limuzyną nie wypalił. Dlaczego- bo rano, 16 kwietnia padał ŚNIEG! A oni nie wypożyczają limuzyn gdy śnieży. Więc musieliśmy się dostać do włoskiej restauracji "Buca" w Maple Grove własnymi samochodami. 
Ja jechałam z Wesley'em, Justin'em i Lis'ą. 


Bo zjedzeniu przepysznego ale ogromnego też obiadu udalismy się do szkoły. Bo o godzinie 20.00 rozpoczynał się Grand March. Niesamowite przeżycie!!! Zdecydwoanie wspaniała zabawa! Zapowiadanie par, i występy na 5 sccenach są po prostu nie do opisania... przez cały czas błagałam tylko żebym się nie zabiła w swoich szpilkach...Hahahha. :) 

Następnie spedziliśmy czas tańcząc do godziny 24.00. Po 24.00 wróciliśmy do domu, zmienić ciuchy na coś wygodnego i udaliśmy się o 1.00 w nocy spowrotem do szkoły na Post Prom Party. Był magik, iluzjonista, hipnotyzer, masa jedzenia- darmowego, nagrody i mnóstwo gier. Więc do godziny 6 rano się nie nudziłam. A! I wygrałam elektroniczną ramkę na zdjęcia...:). Nigdy w życiu tak świetnie się jeszcze nie bawiłam. Zdecydowanie pozostaną mi po tym niesamowite wspomnienia. 

Na razie tyle, jak coś to piszcie maile.  Jutro- tygodniowa wycieczka na Florydę z CETUS'Ą. 
Dodam więc notkę jak tylko wrócę!!!
Pozdrawiam, 
Ania


BUTY I NIETYLKO! :)


Link 12.04.2011 :: 02:02 Komentuj (12)
No więc tak jak prosiłyście, dodaję zdjęcia butów i taki tam innych rzeczy zwiazanych z Promem. :)

Wybieranie garnituru razem z Taylor! :




Ostateczny wybór:


No więc, sam garnitur przyjdzie w piątek... i trzeba go będzie odebrać. Wtedy dopiero się okaże [miejmy nadzieje]
że wszystko pasuje tak jak powinno :). 

Kręgle i spacer po jeziorze z Justinem i Lisą:





A! I jedną z ważniejszych informacji jest to że jako sport wiosenny wybrałam TRACK! 
Czyli lekkoatletykę! :) Biegam  na dystans i sprint a poza tym [uwaga! uwaga!] skaczę o tyczce! :)


Seniorzy- zdjęcie do gazety! :)

 

Pozostałe zdjęcia z zawodów:






Jesli macie jakiekolwiek inne pytania, piszcie tutaj albo na maila! :) 
Pozdrawiam! 
Ania




NARESZCIE!


Link 10.04.2011 :: 04:12 Komentuj (8)
Nareszcie mam więcej czasu żeby uzupełnić wszystkie zaległości... a trochę się ich tutaj zebrało...
Nie zapomniałam o blogu, tylko:
1.Na samym początku coś się działo z serwisem, przez co nie moglam dodawać nowych wpisów.
2.Miałam pewne problemy z komputerem.
3.Ostatnie tygodnie przerosły moje wszelkie możliwości z wyrabianiem się z czymkolwiek na czas.

Najważniejsze wiadomości z ostatnich tygodni.! :

SNOWDANCE: odbył się w lutym. Poszlam na bal z Wesleyem. 


MECZ NBA- Tata Taylor dostał darmowe bilety na mecz: Minnesota Timberwolves vs. California Gloden State. Niesamowitym było widzieć wszytko na żywo!!!






MOJE URODZINY!!!- 21.03 skończyłam 17 lat!! :) 











I PRZEDE WSZYSTKIM!!! WYBÓR SUKIENKI NA PROM!





PROM DANCE już za tydzień!!! 16 kwietnia! 
Plan na sobotę:

10.00 - kosmetyczka -paznokcie
11.30- fryzjer i makijaż
12.45- odbiór butonierki i pozostalych kwiatów
13.00- Wesley i ja jedziemy do domu Jordan'a robić zdjęcia
Po tym my i pozostałe 9 par jedziemy na obiad.
16.00-Obiad we włoskiej restauracji Buka
19.00- Zdjęcia do gazet w szkole
20.30- Grand March (prezentacja każdej pary)
22.00-Prom Dance
24.00- 6.00 -Post Prom Dance

Cały plan jest strasznie napięty... ale dopracowany...hahha, więc miejmy nadzieję że pogoda dopisze... :)
Już nie mogę się doczekać.Ten cały PROM to tutaj takie ważne wydarzenie że tego trudno sobie wyobrazić...
Obcas w moich butach, które zakładam TYLKO I WYŁĄCZNIE podczas Grand March i robienia zdjęć, ma wysokość 14.8 centymetra... Podczas balu zakaldam swoje Conversy...haha. Nie ma innej opcji. 
Całe szczęście że Sam ma znajomą pracujacą w salonie kosmetycznym, co oznacza że nie musimy tyle płacić za fryzurę i paznokcie... 
Nie mogę się już doczekać...
Przepraszam że tak długo zbierałam się  z tą notką...
Pozdrawiam! 
Ania


:)


Link 23.01.2011 :: 04:57 Komentuj (19)
Po pierwsze- PRZEPRASZAM! Obiecałam, że napiszę wcześniej, ale to nie moja wina, że dodawanie zdjęć przez ostatnie pare dni trwa wieki. Nie mam pojęcia czemu, w każdym razie, napisanie tej notki z pododawaniem zdjęć zajęło mi dziś prawie 3 godziny... normalnie nie mam tyle czasu na siedzenie przy blogu, więc niestety musiałam sobie odpuścić...

No więc, zaczynając od zeszłego weekendu. W sobotę, organizowaliśmy tak zwane ''snow party'' na górce należaćej do moich host dziadków. Jeździliśmy na skuterach śnieżnych, zjeżdżaliśmy na sankach, rozpaliliśmy ognisko i ogółem mówiąc byliśmy cali w śniegu. 

Ja i Misa:


Ja i G:


Misa, G i ja:


Misa, G i ja:


Aniołki:



Tutaj zjeżdżam na brzuchu... moja twarz była zamarznięta od śniegu... :


We wtorek podczas drama class mieliśmy tak zwane ''tea party''. Musieliśmy się przebrać w stare stroje, mówić z angielskim akcentem i ogólnie świetnie się bawiliśmy! 





W poniedziałek był ''dzień prezydenta'', większość szkół miała dzień wolny, ale u nas, zamiast poniedziałku dyrektor postanowił, że piątek będzie wolny od zajęć. 
Tak też w czwartek zostałam na noc u Sam w domu. 

Tutaj Sam podczas jednego z niepochamowanych ataków śmiechu:


Ja i Wesley:


W piątek rano ja, Sam, Sofi i moja host mama udałyśmy się do Albertville Outlets, czyli na zakupy. 
Po zakupach o 18.00 wrestlerzy z Maple Lake walczyli z przeciwną szkołą, więc musiałam iść na spotkanie i dopingować ich z dziewczynami! 




Po tym, Terri miała swój mecz hokeja o 22.45 w Buffalo, więc udaliśmy się na lodowisko.

Terri po lewej, grająca z numerem 4. :




Natomiast dziś rano pojechaliśmy do Minnepolis, na lodowisko, a właściwie zamarzniętą rzekę, spotkać się z Joann- moją koordynatorką oraz jej innymi exchange students.
Hahah, całkiem dobrze idzie mi jazda na łyżwach! Nawet się nie spodziewałam że aż tak... :)











W poniedziałek zaczynam nowy semestr. Zmienił mi się w związku z tym plan lekcji.
Zdecydowałam się na:

1.Mystery & Suspense -czyli rozwiązywanie zagadek kryminalnych
2.US History
3.English
4.Choir-tak jak  w poprzednim semestrze
5.Academic prep-przygotowanie do zajęć/rozwiązywanie prac domowych
6.World Geography- geografia świata
7.Foods- gotowanie

Jeśli chodzi o zajęcia pozalekcyjne, to oprócz cheerleading'u doszło mi śpiewanie. Moja nauczycielka chóru zdecydowała, że mam brać udział w Spring Solo Contest, więc przygotowuję obecnie piosenkę którą zaprezentuję na konkursie stanowym pod koniec marca... trochę mnie to stresuje, ale miejmy nadzieję, że będzie dobrze.

Na razie tyle, pozdrawiam!!! :)









CHEERLEADING! + WINTER PLAY!


Link 15.01.2011 :: 05:14 Komentuj (9)
Na początku tygodnia, mieliśmy robione zdjęcia grupowe cheerleaders:

Oraz pojedyncze:


Każda z nas dostała ''package'' w której znajdowały się zdjęcia małe-dla znajomych, średnie  i duże. Oprócz tego przypinki dla rodziców i przyjaciół, magnesy na lodówkę, breloczki, koszulki i jedna duża ramka ze zdjęciem całej drużyny. 
W sumie miałam 55 małych zdjęć, które porozdawałam zaraz na początku. Problem w tym, że mi ich zabrakło, więc musiałam domówić jeszcze dla paru osób.

W poniedziałek, wtorek i środę mieliśmy także przedstawienie zimowe dla dzieci. Przez ostatnie dwa miesiące sami pracowaliśmy nad kostiumami, scenariuszem, choreografią itp. Wyszło całkiem dobrze!!! Niesamowitym było rozmawiać po przedstawieniu z tymi wszystkimi maluchami. 
Tutaj video z ostatniej sceny, w które wszyscy tańczymy ''Charleston dance''. Ja mam zieloną kurktę, w kolorowe grochy i czerwoną spódniczkę.











Na razie kończę, i dodam coś nowego na koniec weekendu. Pozdrawiam!!! :)


ŚWIĘTA


Link 04.01.2011 :: 05:08 Komentuj (2)
Choinkę w sumie kupiliśmy na ostatni moment. Trzy dni przed świętami. 
Podczas największej śnieżycy jaka chyba mogła być, udaliśmy się na farmę choinek by wybrać tą niepowtarzalną haha. Po godzinnym spacerze po farmie znaleźliśmy właściwe drzewko.
W między czasie zdążyłam być cała w śniegu. :)







                                                                  POLSKA
Jeśli chodzi o wigilię, to spędziłam ją w połowie ''w Polsce'' czyli na Skype a w połowie tutaj.
Nie powiem że było łatwo bo nie było. Płakałam ale z drugiej strony cieszyłam się że mogę zobaczyć całą 
moją rodzinę.
Otowrzyłam także prezenty z Polski które przyszły w paczce. 
Moja rodzina ustawiła laptopa zaraz przy wigilijnym stole, więc tak jakby zajmowałam tam jedno miejsce z którego doskonale mogłam widzieć wszystkich.








                                                                         USA
Jeśli chodzi o wigilię tutaj, łącznie odwiedziło nas 24 osoby. Rodzina Terri oraz Charliego.
Rano ja i Sofi zdobiłyśmy świąteczne skarpety, w których Mikołaj zostawia słodycze w nocy. Hahah ;)
Jedzenie było podane na wzór bufetu. W sensie każdy przyniósł coś innego i można było brać to co chciało się akurat zjeść. Były przeróżne potrawy zaczynając od krewetek przez krakersy i tacos do pieczonej wołowiny.
W wigilie otweiraliśmy część prezentów, czyli te, które były od całej rodziny.






Pierwszy dzień świąt spędziliśmy w sumie na leniuchowaniu czyli robieniu całkowicie niczego. Cały dzień przesiedzieliśmy w piżamach oglądając filmy, no i oczywiście zaraz rano, zgodnie z amerykańską tradycją otwieraliśmy prezenty.
Na zdjęciach wyglądam beznadziejnie, ale trudno...- dopiero co wstałam z łóżka. :)




Jeśli chodzi o przerwę między świąteczną a Sylwestrem to głównie robiłam prace domowe do szkoły w Polsce- na co wreszcie miałam trochę czasu, żeby wszystko było zrobione na spokojnie.
Oprócz tego byłam na zakupach bo po świętach są tutaj największe wyprzedaże i najbardziej opłaca się kupować. 
W czwartek rano natomiast pojechaliśmy do Minnepolis żeby odebrać Paula i jego dziewczynę Lucy. Paul jest Niemcem, który spędził rok u Terri i Charliego w domu, 10 lat temu. Postanowił ich odwiedzić.
Tak więc Sylwestra spędziliśmy na łyżwach oraz w domu, wspólnie spędzając czas.

Dziś zaczęła się szkoła więc czas wracać niestety do nauki. W czwartek zaczynają się polazy cheerleaders więc przez cały tydzień tylko treningi i treningi. Kończymy w sobotę. 
Życzcie mi powodzenia! :)
Teraz lecę powtórzyć swoją rolę do przedstawienia zimowego i idę spać.
Powinnam napisać w niedzielę i dodam zdjęcia z pokazów i może video z koncertu chóru.
Pozdrawiam! 



ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA & IDAHO SKI TRIP


Link 01.01.2011 :: 07:37 Komentuj (6)
Z góry przepraszam że nie pisałam przez tak długi okres czasu, ale mam strasdznie mało czasu. Wolne chwile w większości poświęcam na to, co mogę robić tutaj a nie na siedzenie przed komputerem. 

Po pierwsze, maile z Waszymi pytaniami dostaję na oba adresy, a szczerze wygodniej korzystać mi z jednego, więc od tej pory wszystkie pytania piszcie na adres: wisnicka.anna@gmail.com  , ok? Jest mi po prostu łatwiej sprawdzać tylko jedną skrzynkę i pamiętac żeby odpisać na wszystko.

No więc jeśli chodzi o Thanksgiving Day, powiem szczerze że jest to coś co warto zobaczyć i czego warto doświadczyć. Jedzenie to najważniejszy punkt w tym wszystkim. Jak to mówią Amerykanie Thanksgiving Day to inaczej 3xF = FOOD + FOOD + FOOD. To jest właściwie podsumowanie. Na święta dziękczynienia wszyscy podróżują gdzies do swoich rodzin. My wybraliśmy się do stanu Missouri, a konkretnie do St, Louis. W czwartek, spotkalismy się i całą rodziną jedliśmy ogromny obiad. Myślałam że pęknę. Piątek natomiast jest nazywany Black Friday. Jest to coś niesamowitego, sklepy s aotwierane o północy albo o trzeciej nad ranem, ludzie śpia przed domami handlowymi w namiotach, a to dlatego ze przeceny są niesamowite!!! Zrobiłam ogromne zakupy tego dnia. Przed udaniem się jednak do centrum handlowego wraz z Charliem i Soif udalismy się do centrum maista, by zwiedzić Memorial Arch, najwyższą budowlę-pomnik znajdującą się w USA. Ma 192 metry wysokości. Do domu wróciliśmy w niedzielę wieczorem.

To co jedliśmy:


Oto mały Luc, który urodził się w Etiopii ale kuzynka Charliego i jej mąż postanowili go zaadopotować.


Wielki łuk:





Dom cioci Charliego:
 

W jednym ze sklepów z ręcznie robionymi kieliszkami:

Bombki:

Z wujkiem i ciocią Charliego:

IDAHO!!!

1 do 5 grudnia, spędziłam natomiast na kolejnej wycieczce organizowanej przez CETUSA, w Idaho. Lot do Waszyngtonu zajął jakieś 4 godziny. Na lotnisku spotkałam Francesco, Niemca, którego wcześniej miałam okazję poznać na wycieczce do Nowego Jorku i Waszyngtonu. Cały lot przegadaliśmy, natomiast na lotnisku Spokane, w Waszyngtonie, oboje musieliśmy czekać ponad godzinę na nasze walizki. Tak naprawdę to myśleliśmy, że je zgubili czy coś... na całe szczęście jednak dotarły do nas.
Przywyjściu z lotniska spotkaliśmy się  z naszym opiekunem i resztą grupy. Było nas 22 osoby. Więc wcale nie tak dużo. By dostać się z Waszyngtonu do Idaho, zajęło nam jakieś 2 godziny autobusem.
Na miejscu w Silver Mountain Resort, porozdzielaliśmy się do pokoi i szczerze, byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Hotel w którym mieliśmy zameiszkać, był ogromny a pokoje miały po dwa kominki, pięć telewizorów, dwie łazienki, dwie kuchnie, jazuzzi i kartę upoważniającą do korzystania z centrum SPA i aquaparku. To było niesamowite!!! 
W pokoju byłam z jedna amerykanką i 6 dziewczynami z Brazylii.
Przez te dni jeździliśmy na nartach, po pięknych stokach. Góry w Idaho są cudowne. Gondola która natomiast prowadzi na szczyty, jest najdłuższą gondolą na świecie!! Najśmeiszniejszym faktem było jednak to, że żadna z dziewczyn z Brazylii nie jeździła przedtem na nartach natomiast Amerykanki nie były w tym najlepsze, więc całe dnie spędzałam jeżdżąc tylko z chłopakami. Było ciekawie :).

Ktokolwiek ma jakies wątpliwości że Minnesota jest nazywana krainą 10 tysięcy jezior? :)

Przed odebraniem karnetów:
Od lewej: Brazylia, Hiszpania,Polska,Ameryka,Ameryka,Hiszpania.

Wycieczka do McDonald's zakończona powodzeniem!
Od lewej: Tajlandia, Japonia,Hiszpania,Polska,Niemcy,Ameryka,Niemcy,Hiszpania,Hiszpania.

Na stokach:












Ja i Kirstin w aquaparku:





W jacuzzi:

No więc Diego postanowił wsadzić głowę Marco w pudełko lodów waniliowych:


Ostatnia noc:

Wracając na lotnisko:

Za parę dni dodam wpis o świętach.
Pozdrawiam!!!




CHEERLEADING! :)


Link 19.11.2010 :: 04:34 Komentuj (26)
Stwierdziłam że dodam osobny wpis na ten temat, bo strasznie dużo ludzi przesyła mi maile pytając jak to wsyzstko wygląda. 
No więc, w amerykańskiej szkole, na początku są tak zwane przesłuchania. Musisz się wykazać synchronizacją, dykcją i ''wiecznym uśmiechem''. Nie jest tak trudno. Nie ma określonej liczby osób w drużynie. 
Cheerleaders dla drużyny football'u w mojej szkole to tylko 8 osób. Natomiast w mojej grupie cheerleaders dla wrestlingu- 7. To wszystko zależy od układu, trenerki i tego jaki jest wybór dziewczyn. 
Cheerleading dla druzyny wrestlingu jest dość ciekawą sprawą, bo oprócz figur stojących, robimy także ''sitting cheers''- siedzisz na ziemi, na specjalnych, zrobionych na zamówienie, imiennymi poduszkami, i wystukujesz rytm w podłogę, za pomocą dłoni. Dlatego taka ważna jest synchronizacja, bo jest (jak się może nie wydaje) to straaaaaaasznie trudne!!! 
Treningi mamy codziennie, by opanować wszystkie układy. Pierwsze rozgrywki są 5 grudnia.

Mamuś, chciałaś zobaczyć strój:


Tutaj, wygłupiałam się z małą Ari- tak brzmi jeden z tekstów, które mamy w planie pokazać na zawodach...
jest ich 62... do każdego inny układ uderzeń w podłogę, co strasznie miesza wszystko!!! 




Pozdrawiam!!! 
Mamuś- strasznie za Tobą tęsknię! Dzięki za misia, jest ze mną cały czas!!!