10 months in the USA
"The key to happiness is having dreams.
The key to success is making your dreams come true."

POCZĄTEK


Link 03.08.2010 :: 20:21 Komentuj (7)
Pomysł o wyjeździe do USA przyszedł mi do głowy podczas przeglądania jednego z katalogów biur organizujących obozy młodzieżowe, w zeszłe lato. Zaraz na początku rzucił mi się w oczy napis "Rok szkolny w USA".
Pojechać do Stanów, było zawsze moim marzeniem.
Po (długim) przekonywaniu mamy, zdecydowałyśmy, że przyszły rok szkolny spędzę w Stanach.
Odwiedziłyśmy biuro "Why Not USA" w Krakowie, gdzie napisałam test i zakwalifikowałam się do programu. Przez następnych, jesiennych pare tygodni, wypełniałam wszystkie aplikacje (dane osobowe,szczepionki,zainteresowania, list do przyszłej "host family").
Potem rozpoczęło się czekanie na tak zwany placement, czyli dokument mówiący która rodzina, z jakiego stanu postanowiła przyjąć właśnie ciebie na całe 10 miesięcy.
W lutym pojechałam na narty z moją przyjaciółką do Włoch. Nie miałam tam dostępu do internetu, poza tym nie spodziewałam się że mogę dostać cokolwiek związanego z wyjazdem tak wcześnie. Pani Ela z Why Not USA, mówiła że placement przychodzi na pare miesięcy albo tygodni przed wyjazdem.
Kiedy przyjechałam do domu wcześnie rano, od razu sprawdziłam skrzynkę. Przeglądając wiadomości, zauważyłam " Hi Anna,
This is Terri and Charlie your new host family."
Okazało się że przyjęła mnie całkiem miła rodzina ze stanu Minnesota. Terri i Charlie mają po 46 lat i mieszkają w małym miasteczku Maple Lake (około 2000 mieszkańców). Nie mają dzieci za to oprócz mnie w domu będę jeszcze dwie "exchange students". Vy- siedemnastolatka z Wietnamu oraz Sofia-osiemnastolatka z Ekwadoru.
Od lutego utrzymuję z moją host family stały kontakt mailowy co jest całkiem fajną sprawą, ponieważ gdy przylecę do USA nie będę czuła się jakbym spotkała całkiem obcych ludzi. A wydaje mi się, że to wiele ułatwia. =)
Dodaję parę zdjęć, które Terri i Charlie wysłali mi w swoich mailach.


  


Mój nowy dom.



Moi host rodzice z przyjaciółką Terri, Hiszpanką (w środku).






Charlie i jego ulubiona ''zabawka''.


NOW, ESPECIALLY FOR FLORIAN

(who said that it's a shame to write in Polish if I am going to the USA ;p). I will write a short note in English.

This what I wrote in Polish, explains how I got to know about the all exchange program, and how it all began.
I guess you was one of them, who got all the news first from me, so I do not have to translate anything. You already know everything =).
Anyway, next notes I will try to write in short also in English, to make you understand everything.
Best regards, still from Poland! =)



WIZA


Link 03.08.2010 :: 23:53 Komentuj (17)
Dziś pojechałam do Krakowa, na spotkanie w sprawie wizy. Byłam umówiona na 9.00.
Czekałam pod wejściem aż jakiś pan wyjdzie, sprawdzi dokumenty i paszporty. Okazało się, że zdjęcie, które było wszędzie zaakceptowane, tutaj nie zostanie, i muszę zrobić nowe. Na szybko poszłam do fotografa.
Wchodząc na spotkanie, nie można mieć ze sobą żadnych sprzętów elektronicznych. Telefon oddałam babci i dziadkowi, którzy czekali na mnie przez cały ten czas.
Wchodząc do budynku przechodzi się kontrolę, coś jak na lotnisku...
Dostałam numerek 60. Czekając na rozmowę z konsulem poznałam Marlenę i jej mamę(http://www.marusia-usa.fotolog.pl/). Która również wyjeżdża na 10 miesięcy z Why Not USA. 
pogadałyśmy trochę, wymieniłyśmy się informacjami. Marlena leci do Michigan.
Rozmawiając z konsulem, zadał mi parę pytań, o zawód rodziców, placement, informacje ogólne, czy zapoznałam się z dokumentem który przedstawia moje prawa w USA. Następnie powiedział '' Have a nice time there!'' i to że wiza i paszport, zostaną odesłane kurierem w ciągu najbliższych 5 dni do mojego domu.
Po rozmowie, spędziłam resztę dnia w Krakowie z moimi dziadkami. To był jeden z ostatnich wspólnych wyjazdów w tym roku. Będę tęsknić!
A teraz parę zdjęć:



W drodze na rozmowę.



Najlepsi Dziadkowie na świecie!




Tam, gdzieś, z tyłu budynek Konsulatu Generalnego.




Florian, in short, is about the way how I got a visa today =).
I went with my grandparents (who you can see a photo above) to Cracow. To ask about the visa. you need to fill up some aplication forms, and other things like that.
Waiting for a conversation with consul I met a girl, who is also going to the USA for 10 months, to Michigan. Her name is Marlena. We talked there for a bit. She is going there with the same organisation as I am. It is called Why Not USA. Then I finally talked with Consul, who asked me few questons and I was free! =)
After this all, I went for a walk with my grandparents. I will miss them a lot next year.




PRZYGOTOWANIA


Link 15.08.2010 :: 13:56 Komentuj (12)
Jeszcze tylko 15 dni do wyjazdu!!! Odliczanie rozpoczęte... 30 sierpnia wylatuję do Minnesoty. Plan mojego lotu to: Katowice -->Frankfurt-->Chicago-->Minneapolis.
Biorąc pod uwagę fakt że jestem bardzo utalentowaną osobą, a lecę zupełnie sama, nie jestem pewna jak to wszystko będzie wyglądać. Ale staram się być dobrej myśli. 
Lubię latać samolotami, sprawia mi to przyjemność, więc z jakiej racji coś miało by póść nie tak jak powinno. Zobaczymy jak to będzie wyglądać.
Mam dość długie przerwy na lotniskach, więc liczę na to, że na spokojnie wszystko pozałatwiam. 
Zabieram ze sobą dwie walizki jako bagaż główny oraz torbę z laptopem i innymi takim jako bagaż podręczny. 
Na razie jestem na etapie kiedy zawartość mojej szafy, w całości znajduje się na podłodze. Wygląda to dość śmiesznie, ale już za niedługo trzeba będzie to wszystko
spakować. 
Kupiłam też część prezentów dla mojej host family. Jest to książka z polskimi przepisami, album o naszym kraju, pocztówki, kubek, breloczki, t-shirt. Typowe
''pamiątki z Polski''. Ponieważ Terri i Charlie interesują się filmami, postanowiłam kupić im polski film ''Vabank'' z angielskimi napisami. Zobaczymy czy spodoba 
się im polskie kino. Hahah. =). Oprócz tego, robię też sama album o mnie, mojej rodzinie i mieście w którym mieszkam. Wymaga to trochę pracy, a jak na razie daleko mi 
do skończenia tego. Chcę jednak by mieli coś ode mnie, coś co się nie powtórzy. 

Samo miasteczko Maple Lake, w którym będę mieszkać jest bardzo małe. Liczy około 1600mieszkańców. Szkoła znajduje się około 6 mil od mojego domu. Jeśli chodzi
o krajobraz to składa się on głównie z jezior. Minnesota jest nazywana stanem 10 tysięcy jezior, a oglądając zdjęcia, można odnieść wrażenie że nazwa ta, jest jak najbardziej trafna.


Minneapolis natomiast-największe miasto stanu, jest oddalone ode mnie mniej więcej o godzinę drogi. Jest położone nad rzeką Missisipi. Znajduje się tam również
jeden z największych domów handlowych w Stanach - Mall od America. Z opowiadań mojej host family, samo miasto jest miejscem, w którym po prostu nie można się nudzić.



Na dziś kończę, muszę dziś wybrać zdjęcia dla albumu dla Terri i Charliego, następnie idę do mojej przyjaciółki. Jutro za to, widzę się z Marleną, która jedzie do Michigan. Powymieniamy 
się trochę wspólnymi przeżyciami. Już nie mogę się doczekać!


USA!!!


Link 01.09.2010 :: 05:48 Komentuj (10)
Więc tak... wczoraj przyleciałam do Stanów. Nie obyło się bez różnych niespodzianek. Na początku w Katowicach, już po przejściu przez odprawę bagażową dowiedziałam się że mój lot został odwołany. Moja mina musiała być piękna... Bo co dalej z pozostałymi dwoma lotami?!
Stanęłam w kolejce, zeszło 4 godziny nim wszyscy ludzie przede mną dostali pewne informacje. W między czasie zamknęli cały terminal A, mówiąc że jest tam bomba. Świetnie. W stanowisku lotu, zarezerwowali mi najbliższy lot z Krakowa- o 12.05 prosto do Chicago. Lotniskowym autobusem zostałam tam przewieziona. 
Już bez większych problemów, po pożegnaniu się z rodziną przeszłam przez wszystko. Ludzie w samolocie byli wyjątkowo mili. Jakaś para z dzieckiem poprosiła mnie o zamianę miejsca, by móc zamieścić specjalne łóżeczko. Wyszło mi to tylko na dobre, bo siedziałam na przeciwko gigantycznego ekranu, na którym, podczas lotu były wyświetlane filmy oraz trasa, którą przebyliśmy.
Po dotarciu do Chicago bez problemu z terminalu 5, pociągiem dotarłam na 1. Lotnisko jest gigantyczne! Ale organizacja niesamowita!!! Poznałam dziewczynę z Tajwanu, która również leciała na wymianę-tylko do Wisconsin.
Najlepsze okazało się przy wchodzeniu na pokład samolotu. Katowice, rezerwując lot, zaznaczając że pierwszy zostaje odwołany nie potweirdzili rezerwacji miejsca. Miałam kartę pokładową, przeszłam przez odprawę, ale nie mogłam dostać się do samolotu. Po różnych operacjach, które przeprowadzili Amerykanie, dostałam miejsce w klasie biznes!!! Hahaha. Śmiesznym było, siedzieć koło samych facetów w garniturach-nigdy tego nie zapomną. ''A Pani to też w interesach? Jako przedstawicielka jakiejś firmy?'' to pytanie doprowadziło mnie, prawie że do łez.. :). Widok drapaczy chmur z okna samolotu, nocą-bezcenne!
Przy odbieraniu bagażu spotkałam się z Terri i Charliem, oraz małą Arianną. Jest ona siostrzenicą Terri, będzie z nami spędzać dużo czasu. Jest wyjątkowo urocza jak na 4,5 latkę. Wróciliśmy do domu około 23, pierwsze co zrobiłam to wzięłam prysznic i poszłam spać. Rano, bez budzenia wstałam o 8. Co do mnie niepodobne. Zjadłam śniadanie i razem z Terri i Arianną pojechałyśmy do miasta. Po powrocie, układałam z małą ciuchy oraz zostałam oprowadzona po domu.
Jest wspaniały! Nie spodziewałam się, że będzie aż tak świetnie! Widziałam ''garaż'' Charliego oraz całą jego zawartość. Wszystkie przyczepy i samochody. 
Kiedy Charlie wrócił z pracy, udaliśmy się na plażę, nad jezioro, 5 min od domu. Była ładna pogodoa a woda całkiem ciepła, więc większość czasu tam spędziliśmy.
Potem pojechaliśmy do sklepu-kupić transformator, bym mogła podłączyć swój komputer. Jest tutaj inne napięcie, poza tym także inne ''wejście'' do kontaktu. Kupiłam też gigantyczną, korkową tablicę na zdjęcia i trochę kosmetyków. 
Potem odwieźliśmy Ari do jej domu. Mała strasznie płakała bo nie chciała się ze mną rozstać. Przez cały dzien chodziła jak mój cień.
Okazało się jednak, że już niedługo się zobaczymy. Amerykanie w piątek zaczynają tak zwany długi, trzydniowy weekend. Jedziemy wtedy z naszą przyczepą na camping. Oprócz nas jedzie Ari z rodzicami, i wszyscy znajomi. Spędzimy tak czas do poniedziałku. 
Jutro od rana do 4 jestem sama w domu, będę pewnie korzystać cały czas ze Skype. Potem, wieczorem idę po raz pierwszy do szkoły, ustalić plan lekcji i ''opanować'' obsługę szafki :). 
W czwartek przyjeżdża Sofia, i jedziemy jeszcze raz do szkoły a potem do pracy Charliego. Jego koledzy koniecznie chcą nas poznać.
W piątek wyjeżdżamy, więc kolejną notkę dodam albo w czwartek, albo po przyjeździe. 
Pozdrawiam wszystkich!!!



DŁUGI WEEKEND!


Link 08.09.2010 :: 06:24 Komentuj (1)
W piątek, jak już wspomniała wcześniej, udaliśmy się na długi weekend.
Gdzieś w północne reojny Minnesoty. Zabraliśmy ze sobą dużą przyczepę campingową Charliego, w której spędzaliśmy następne noce.

Po 3 godzinach jazdy, dotarliśmy na miejsce. Był to mały domek, gdzieś w lesie. Cudowna cisza i spokój panująca w około była niesamowita.
Poznałam siostrę Terri z mężem ( do których należy domek), mamę Terri, jej bratanka Shauna, ktory jest tatą małej Ari.
Od prawej: Ja, Sofia, Terri, Dana(mama Terri), Charlie, Kim(siostra Terri), Kevin(jej mąż), Shaun(tata Ari), Arianna.

Przemili ludzie. Cały czas żartują i mają wyjątkowo pozytywne nastawienie do świata.
Zjedliśmy razem kolację i poszliśmy spać. Na następny dzień rano, wstaliśmy dość wsześnie- koło 8 po to by móc ''wypróbować'' każdą możliwą maszynę,
którą da się jedzić, a którą Kevin- mąż siostry Terri, posiada w swoim garażu. Było tego wyjątkowo dużo. 

Miałam okazję przejechać się wózkiem golfowym, ATV, traktorem, trzykołowym motorem i innymi.
Charlie pokazywał mi i Sofi wszystko po kolei.

Około 11 udaliśmy się do pobliskiego miasta, w ktorym odbywała się parada i wystawa samochodów. To jest świetne, jak Amerykanie potrafią się bawić na takich imprezach.
Wszystko jest czyste, dobrze zoorganizowane. 

Podczas parady, dzieci ustawiały się jak najbliżej drogi, z wielkimi plastikowymi torbami. Każdy kto uczestniczył w paradzie, rozrzucał cukierki i inne słodycze, zabawki i inne gadżety.
Mała Ari nie wiedziała co ma łapać, więc pomagałyśmy jej z Sofią. Byłyśmy chyba najstarszymi osobami, które brały w tym udział.

Wracając do domu, zatrzymaliśmy się w najmniejszym ''mieście'' w całej Minnesocie.Automba- populacja:6. 

Po powrocie, przebraliśmy się i pojechaliśmy  ATV do lasu. Dawno nie byłam tak ubłocona..hahaha. W każdym razie, miałam 
niesamowitą zabawę.




Gdy wróciliśmy, Kevin i Kim przygotowali ognisko. Zjadłyśmy z Sofi całą masę, przepysznych, białych pianek. Spędziliśmy miło wieczór i udaliśmy się spać.
W niedzielę rano, szybko po śniadaniu zmieniliśmy strój i znów udaliśmy się na wycieczkę ATV przez las.
Przejechaliśmy chyba wszystkie możliwe trasy w okolicy.

Wróciliśmy na lunch po czym znów do lasu. Wieczorem byłam zmęczona jak nigdy do tej pory!!!
W poniedziałek wstaliśmy wcześnie rano, by udać się w drogę powrotną. W Maple Lake, byliśmy około 11. 
Po południu pojechaliśmy do sklepu, kupić potrzebne do szkoły przybory.
Dziś spędziłam tam niesamowity dzień!!!
Wszystko opiszę dokładnie jutro, bo jak narazie jestem padnięta i jedyne czego chcę to spać!!!




PIERWSZY DZIEŃ W SZKOLE


Link 09.09.2010 :: 06:07 Komentuj (5)
Więc  we wtorek spędziłam  pierwszy dzień, w mojej nowej amerykańskiej szkole.
Wszystko układa się świetnie. Ludzie przemili! Nauczyciele przezabawni! Dyrektor wyjątkowy! :)

 Jestem w 12 klasie. Czyli należę do  Seniors. Mój plan lekcji wyglada o tak:

1.Academic Prep [odrabia się na tym prace domowe]
2.Real Teen Issues
3.English 10
4.Mixed Choir
5.US History 10
---Lunch Break Last---
6.Drama
7.Drama

Poznałam masę nowych osób... zastanawiam się tylko co jest takiego niesamowitego w moim głosie, bo pełno ludzi mówi że jest niesamowity, i że jak ja to robię, że mówię tak a nie inaczej. Uwaga, uwaga! Nie chodzi im o akcent... upewniałam się milion razy... Trochę to dziwne... ''your voice is so cool!''. Ale całkiem miłe. 
Żółty autobus jest taki jak na filmach... W sumie to całkiem niezła zabawa w jeżdżeniu nim... Dużo osób z moich lekcji wsiada do mojego numeru, więc przez 40 min drogi, mam z kim porozmawiać :).




Mam tylko jeden podręcznik- do historii, reszta to same zeszysty, a lekcje które akurat mnie dotyczą, nie wymagają wielu notatek.

Moja szafka[ w której jak na razie, panuje całkiem niezły porządek]:


Z Sam, mamy razem aż 3 godziny, co jest prawie że cudem! Lunch także jemy razem, w sumie to tyle czasu ile możemy, spędzamy ze sobą :) To również jej pierwszy rok w szkole, ponieważ przedtem jak wiele innych osób z mojej szkoły, korzystała z nauczania domowego :


Tutaj podczas lunchu, na stołówce ( ci ludzie są świetni, cały czas się śmieją i żartują, to nasze ''stałe'' już, miejsce, siedzi z nami jeszcze Dakota, ale nie ma go na zdjeciu bo to on jest fotografem):

Napiszę więcej jutro! Idę spać! Mam tutaj 23.05.
 
Jest świetnie!!! :)





WEEKEND!


Link 13.09.2010 :: 05:12 Komentuj (4)
W piątek wieczorem ja i moja host mama, pojechałyśmy do St. Cloud obejrzeć musical ''Footloose'' w teatrze Paramount. 
Był to dzień premiery. Spektakl znakomity!!!


Po teatrze, do późna z Sofią rozmawiałyśmy, jadłyśmy lody i robiły milion głupich rzeczy.

W sobotę pojechaliśmy wszyscy raze na zakupy. Kupiłam conversy (dwa razy taniej niż w Polsce), czarne balerinki i kurtkę. Oprócz tego segregatory i inne takie potrzebne mi do szkoły. Dostajemy tutaj bardzo dużo kserówek, więc są mi potrzebne. Oglądałam też sprzęty elektroniczne. Wszystko tutaj jest naprawdę dużo tańsze!!!

Po zakupach, udaliśmy się do ogromnego ''haloween express'', w którym przebierałyśmy między setkami róznych strojów.


Na koniec udaliśmy się do chrześcijańskiego kościoła, na mszę. Kiedy zobaczyłam jak on wygląda, byłam naprawdę w szoku!!! Jest to normalny, ogromny budynek, w niczym nie przypominający katolickiego kościoła. Wnętrze można spokojnie porównać do hotelu sieci Mariott.
Jest w nim kilka sal. Dla dorosłych, dzieci, nastolatków, całkiem małych dzieci. 
My udaliśmy się do sali dla dorosłych. Mieści się w niej 3200 osób. Są ogromne telebimy, by ludzie siedzący na balkonie, albo w tylnych rzędach mogli wszystko widzieć. Msza zaczyna się koncertem. Jest pełna orkiestra i około 10 solistów. Oprócz tego ogromny chór. Mszę prowadzi pastor. Ale z takim zaangażowaniem, i w taki ciekawy sposób, że aż trudno się oprzeć, żeby go nie słuchać! Jest tam pełno młodych ludzi! Studentów, uczniów! Pełno! Takie coś nie zdarza się w Polsce. Jestem przekonana, że gdyby tak właśnie wyglądały nasze msze, kościół miałby znacznie większe poparcie, szczególnie u młodych ludzi. Ci ludzie cieszą się z tego że uczestniczą we mszy. Śpiewają, tańczą, skaczą, ekscytują się. Nie jest to smutne i poważne. Tylko radosne. 



Po kościele, udaliśmy się ponownie do sklepu, ale tym razem na zakupy spożywcze. Kiedy wróciliśmy do domu, było koło 22.00. Charlie rozpalił ognisko. I siedzieliśmy tam do późna. 
Oprócz tego, wygłupiałyśmy się z Sofią cały czas.






Dziś- w niedzielę ranek przegadałam na Skypie i odrabiałam lekcje do szkoły. 
Oto moja praca na historię (oczywiście jest znacznie dłuższa, ma łącznie 12kartek, na każdej po 6 słów.):
Po południu Sofia musiała się uczyć - jej angielski jest na dość słabym poziomie, więc dla niej praca domowa z historii jest męką, jak droga po szkle... Teraz mam tutaj 22.16 a ona dalej przy tym siedzi i jeszcze nie skończyła... Więc troche jej jeszcze zejdzie.
Dlatego właśnie ona została w domu. Terri pieliła ogródek a ja i Charlie, pojechaliśmy na rowerach nad jezioro.


W przyszłym tygodniu w weekend prawdopodbnie znów pojedziemy na zakupy, moja host siostra ma zamiar kupić tutaj laptopa. W niedzielę mamy spotkać się nareszcie z Joann- naszą koordynatorką, która jeszcze raz przedstawi nam wszystkie zasady programu oraz powie nam dokładnie co i jak, jeśli chodzi o wycieczki.
Pozdrawiam!



=)


Link 18.09.2010 :: 17:36 Komentuj (2)
W środę mieliśmy robione zdjęcia do ''year book'' oraz senior pictures. Dostanę je w przyszłym tygodniu.  Tradycją tutaj jest to, że wszyscy Seniorzy wymieniają się fotkami. Sama już trochę dostałam, teraz tylko czekam aż przyjdą moje... :) W sumie, to nie wyszły tak źle, więc jestem z nich zadowolona.

Szkoła jest świetna! Nauczyciele przezabawni. Mój Pan od historii, tańczy na lekcji Breakdance po czym zaczyna jodłować. Ma po części polskie korzenie. Jest chyba najlepszym nauczycielem w całej szkole! Wszyscy chcą mieć z nim lekcje. W sumie, to nie są one takie trudne jak myślałam. Wszystko rozumiem. Prace domowe piszę na 100%. Teraz przerabiamy sytuację Europy podczas Drugiej Wojny Światowej, więc mogę powiedzieć, że jestem ''do przodu''. Mimo, iż ciągle jestem pod wrażeniem wiedzy Amerykanów o Polsce! To jest niesamowite...

Real Teen Issues to sama zabawa. Przez ostatnie lekcje oglądaliśmy film ''Rudy''. Po czym musieliśmy wypisać jego cele w życiu i wartości, którymi się kieruje. 
Jeszcze przed tym, musieliśmy postawić się w  roli chirurgów transplantologów, i zdecydować, komu przeznaczymy serce. 
Jednym z naszych zadań było także przeprowadzić wywiad z osobą, która według nas odniosła sukces w życiu.
Bardzo dziękuję Panu Robertowi za udzielenie mi odpowiedzi... z taką pracą, na pewno dostanę A!!! :)

Na teatrze, w czwartek występujemy! W parach mamy do przedstawienia scenki. Oto jedna strona z mojej[ to co mówię, jest zakreślone]:

Wczoraj za to udałam się ze znajomymi na mecz football'u amerykańskiego! Było świetnie! Maple Lake wygrało z Rockford 46:7!!! Go Irish! Możecie się spodziewać w jak entuzjastycznych nastrojach wszyscy udali się do domu! :)
 
Podczas meczu, wygłupialiśmy się cały czas i żartowaliśmy. Sofi było zimno cały czas, więc siedziała przykryta pod kocem Dakoty, w 4 bluzach i rękawiczkach Anny. Wyglądało to przezabawnie! :)

Od lewej: Anna, Ja, Dakota, Sofi.
Podczas meczu, wygłupialiśmy się cały czas i żartowaliśmy. Sofi było zimno cały czas, więc siedziała przykryta pod kocem Dakoty, w 4 bluzach i rękawiczkach Anny. Wyglądało to przezabawnie! :)

Nasza drużyna!

Ja i Rebecca.

Od lewej: Rebecca, Anna,Ja,Dakota,Sofi, Sisi,Joseph.

Od lewej: Sisi,Dakota,Anna,Joseph,Sofi,Ja.


Ja i Joseph. Szczerze to nie jestem do końca pewna co my tutaj robiliśmy. Chyba coś w stylu ''ninja atakują!''. :)

Maple Lake High School !!! +)



ST. PAUL


Link 21.09.2010 :: 04:40 Komentuj (3)
Nasz plan na niedzielę to zwiedzanie Minneapolis. Zmieniliśmy jednak zdanie i postanowiliśmy się udać na początek do stolicy stanu- St. Paul.
W drodze, w samochodzie, ćwiczyłam z Charliem moją rolę na czwartkowy występ. Powiedzmy, że ''jakoś'' opanowałam swój tekst :). W dordze zatrzymaliśmy się w KFC, i UWAGA, UWAGA!!! Był to mój pierwszy fast-food, który zjadłam od przyjazdu tutaj. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszyłam, kiedy trzymałam w rękach, kartonowy kubek z Coca- Colą w środku! :)

Minneapolis- robione przez szybę samochodową, jadąc autostradą.

Samo St. Paul, jest miastem, w którym znajduje się tylko pare drapaczy chmur. Słynie z tego, że jest zabytkowe. W odróżnieniu od nowoczesnego i głośnego Minneapolis, St. Paul, samo w sobie jest ciche i spokojne. Całkowite przeciwieństwo. Oba miasta, razem nazywają się Twin Cities.

Apartamentowiec w St. Paul.

Naszym pierwszym punktem wycieczki był zabytkowy kapitol. Następnie katedra. Jeden z nielicznych kościołów ''czysto katolickich'' w pobliżu. Przejechaliśmy przez centrum miasta, po czym udaliśmy się na przejażdżkę uliczkami miasta. Znadowała się tam masa, wyjątkowo drogich i pięknych willi. Przejeżdżając, zatrzymaliśmy się w domu, który należał do Jamesa J. Hilla. Może to mój jakiś bardzo, bardzo, bardzo daleki wujek? Moja rodzina- ta w Polsce, doskonale wie o co mi chodzi. :) Na koniec udaliśmy się do parku, przy rzece Missisipi. Spędziliśmy tam dość sporo czasu, mieliśmy ''picnic''. Wracając przejechaliśmy jeszcze raz całe centrum stolicy stanu, i udaliśmy się do Walmartu, na zakupy spożywcze.

St. Paul Capitol

St. Paul Capitol

St. Paul Cathedral












W tym tygodniu, mam dość dużo rzeczy do zrobienia, więc nie mam pojęcia iedy napiszę. Może uda mi się coś dodać w weekend. Tym bardziej, że aktualnie czuję się beznadziejnie. Ból gardła, katar i te sprawy. Dziś zaraz po obiedzie, położyłam się i spałam. Teraz dodaję notkę... Mam nadzieję, że nie rozłożę się do końca, po to naprawdę ważny dla mnie tydzień... W każdym razie Mamuś! Ciągle żyję i jestem bardzo zadowolona. Nie musisz powtarzać, żebym ubierała się cieplej. Bo ubieram się w sam raz. W nocy jest tylko strasznie chodno. Ale śpię pod trzema kocami. Jakoś dam radę! Wszystko ze mną ok! Nie musisz się martwić! ( I tak wiem, że tego nie posłuchasz! HaHaHa!)
Pozdrawiam!





OSTATNI TYDZIEŃ


Link 28.09.2010 :: 05:30 Komentuj (4)
Podsumowując ostatni tydzien przeleżałam w łózku. Byłam chora na to samo co większość uczniów mojej szkoły, czyli zwykłe przeziębienie. Ból gardła, katar, ból głowy. Nic nadzwyczajnego. W sumie, to przydało mi się pare dni spokoju :). W szkole pojawiłam się w piątek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak dobrze to wszystko jest tutaj zoorganizowane. Pierwsze co musiałam zrobić, to udać się do biura, po specjalną przepustkę na lekcje, zwalniająca mnie z całej pracy domowej itp. ze względu na to, że byłam chora. Wygląda ona tak:
Bez tego, nie jesteś wpuszczany po chorbie na lekcje. 

W sobotę byłam na imprezie u Josepha. Przed tym jednak ćwiczyliśmy naszą scenkę na lekcję teatru. Kiedy Sofi nagrywała, uchwyciła kawałek, kiedy już skończyliśmy, jak Joseph spada z ławki.
Tutaj fragment:
Wieczorem spotkaliśmy się z resztą osób, i spędziliśmy razem czas do późnej nocy.

Tutaj parę zdjęć:



W niedzielę rano pojechałyśmy z Terri i Sofi do kościoła. Po kościele, wróciłyśmy. Poszłyśmy na spacer nad jezioro. Po południu zjadłyśmy obiad i pojechałyśmy z Charliem, do domu jego rodziców, a potem do domu jego brata.


Wieczorem, udaliśmy się na zakupy do Walmart'u. Jak zawsze :).

Dziś, w szkole, pisałam dwa testy- Real Teen Issues i English 10. 
Mam nadzieję że poszły dobrze. Oprócz tego występowałam z Josephem w teatrze. Poszło nam świetnie! 
Oceny dostaniemy dopiero na koniec semestru- ale z tego co powiedziała pani Barder to powinny one być całkiem niezłe :).
Oprócz tego dostaliśmy dziś identyfikatory i senior pictures, które robiliśmy jakieś dwa tygodnie temu. Oto moje zdjęcie do kroniki szkolnej itd. ( mam chyba 50 papierowych małych kopii do rozdania znajomym(tutaj to taka tradycja, zę wszyscy seniorzy rozdaja swoje zdjęcia), 16 dla rodziny, 4 średnio duże i 2mega duże, oprócz tego w formie elektronicznej na płytce):

A oto mój identyfikator:

Plan na ten tydzien jest dość napięty. Mam dużo rzeczy do pozdawania w szkole, oprócz tego, przygotowanie scenariusza na drama itp. W czwartek na obiad przychodzi cała drużyna hokejowa mojej host mamy. Muszą przedyskutować pewne sprawy w związku z rozpoczęciem sezonu. 
W piątek idę na imprezę do paru dziewczyn, z mojej szkoły. Jedna z nich to Czeszka- także z wymiany. Nazywa się Misa. Po szkole jedziemy we dwie do Monticello, na mecz football'u. Potem do kina, a później do niej do domu. 
Zostaję tam na noc.
W sobotę, przyjeżdżają znajomi Terri i Charliego z dziećmi, więc będzie wesoło.
W niedzielę, jedziemy do kościoła, a poza tym, prawdopodobnie na zakupy.

Napiszę, może jeszcze w tym tygodniu.
Pozdrawiam!!! :)


DRAMA CLASS


Link 29.09.2010 :: 06:51 Komentuj (4)
Muszę się pochwalić, że dziś dostaliśmy punkty z naszego występu... i prawdopodobnie, jako jedyna z naszej klasy (27 osób), dostałam 30/30. Nauczycielka mnie pochwaliła i w ogóle...:) Wczorajszy występ wyszedł wspaniale.

Postanowiłam dodac dwa filmiki, ze względu na to, że dużo osób mnie o to prosiło.

Nr. 1 - próba... pierwsza... kompletnie nie potrafiliśmy się zgrać...:


Próba milionowa z kolei, wyszła już lepiej. Tak w ogóle, to jest to cały filmik, którego część tylko dodałam wczoraj.
Tutaj jest wszystko od początku:

Jak narazie, muszę powtórzyć parę rzeczy na sprawdzian a potem idę spać... NARESZCIE!!!



WEEKEND i HOMECOMING WEEK czas zacząć!


Link 07.10.2010 :: 06:33 Komentuj (1)
No więc tak... w piątek po szkole, do domu wpadłam tylko na kilka minut, po to, żeby zabrać pare rzeczy. Charlie podwiózł mnie do Misy. Byłam tam koło godziny 6, zjadlysmy coś, a na 7 byłyśmy na boisku Monticello High School. Jest to szkoła, do której chodzi host siostra Misy. Drużyna Monticello przegrała (jak można przegrać swoję homecoming game?!) co nie pozwoliło się dalej bawić jej kibicom, dlatego też szkoła zoorganizowała pokaz sztucznych ognii. 


Po meczu wróciłyśmy do domu. Obejrzałyśmy film, który skończył się tak koło 1.00. Postanowiłyśmy pogadać-na czym zeszło nam 4 godziny-do piątej rano. Rano wstałyśmy o 12.00 (tak, doskonale wiem, że to południe nie rano!). Zjadłyśmy ''śniadanie'' i poszłyśmy do ogródka. Oglądałyśmy wszystkie zwierzęta, które hodują host rodzice Misy, zaczynając od gołębi a kończąc na koniach. Na koniec, skakałyśmy jak małe dzieci na ogromnej trampolinie. Wyjęłyśmy z garażu halloween'owe skrzydełka i skakałyśmy dalej...

W sobotę, keidy wróciłam do domu, pojechałam z moją rodzinką powybierać dynie na halloween. To było świetne! Spędziliśmy cztery godziny na polu, jeździliśmy po lecie traktorem, tylko po to, żeby wybrać samemu dynie! Była też z nami Ari, więc mała miała zabawę! :)


W niedzielę po południu, przyszła NARESZCZIE nasza koordynatorka. Po miesiącu przedstawiła nam zasady... po czym poinformowała mnie, że na 100% jadę na New York City and Washington trip! :) I mogę już zarezerwować bilet na samolot do Grand Rapids, Michigan, gdzie jest miejsce zbiórki. To też była pierwsza rzecz, którą zrobiłam jak tylko Joann wyszła z domu :).

PONIEDZIAŁEK- HOMECOMING WEEK CZAS ZACZĄĆ!!!
Homecoming- to coś w stylu powitania nowych uczniów, rozpoczęcia roku szkolnego. Jest to w każdej szkole, trwa tydzień. W każdy dzień tygodnia, dzieje się coś innego.
Plan na mój homecoming week:
Poniedziałek- Pajama day! [Wszyscy ubierają się do szkoły w piżamy.]
Wtorek- Neonduck tape day! [Wszyscy obklejają się taśmą, i ubierają się w rażące kolory.]
Środa- Camo and Blaze orange day! [Wszyscy ubeirają to, co ubiera się tutaj na polowania.]
Czwartek-Class Colour Day [Każda klasa ma swoj oddzielny kolor. My- Seniorzy, mamy niebieski.]
Piątek- Spirit Day[Ubieramy kolory szkoły: czarny,zielony i biały.] Po szkole o 18.00 jest parada natomiast o 19.00 homecoming game!!! Dostaliśmy na tą okazję specjlane koszulki... Mam nadzieję że wygramy... GO IRISH! Potem,sztucze ognie a na koniec nocny bal.

To niemozliwe jak wszyscy tutaj potrafią się bawić!
Oto zdjęcia z pierwszych trzech dni:

PAJAMA DAY:






NEON DUCK TAPE DAY:









CAMU ANF BLAZE ORANGE DAY:






Na dziś tyle... w sobotę dodam nową notkę...
Nie pisałam długo, bo naprawde byłam strasznie zajęta.

A! Zapomniałabym! W poniedziałek był pierwszy mecz ligi NBA, Timberwolves wygrali z Los Angeles Lakers! Dziś był kolejny mecz, w którym brała udział drużyna z Minnesoty. Tym razem wygrali z New York Knicks! Oby tak dalej!!! 

Jak narazie idę spać.

GO IRISH!!!!!!



SURPRISE!!!


Link 08.10.2010 :: 04:32 Komentuj (1)
I was not supposed to add a new note today but this afternoon I got an amazing surprise from Sophie! 
She will probably read it soon, cause she checks that blog all the time... 
You do not even know, how much your present made me surprised! Thank you! Thank you! Thank you!!! ;*
I love your drawings! And that one is definitely the best!!! I miss you too!!! Hope to see you soon! :***




HOMECOMING WEEK- część następna oraz UNIVERSITY OF NORTH DAKOTA


Link 18.10.2010 :: 05:55 Komentuj (2)
Przepraszam, że tyle nie pisałam, ale ostatni tydzień był naprawdę męczący. Na razie dodam notkę z zeszlego tygodnia. Obecnie jestem w Charleston, Karolinie Południowej, ale o tym napiszę za parę dni.

No więc tak, w czwartek, był tak zwany class colour day:





W piątek natomiast spirit day:






Nauczyciele także postanowili się przebrać:


Po szkole, pojechałyśmy do domu Anny. Tam przebralyśmy się, i wróciłyśmy na homecoming game. Irish wygrali 18.6!!!

U gory, Austin usiłujący być poważny :)

Po meczu był tak zwany homecoming dance. Do domu wróciłam późno w nocy... W sobotę spałam i odrabiałam lekcje, natomiast w niedzielę, wcześnie rano udaliśmy się do University of North Dakota by odwiedzić Miriam- była też exchange student, ale cztery lata temu. Mieszkała z Terri i Charliem. Jest z Norwegii. Teraz właśnie tutaj studiuje prace społeczne bo chce pracować dla wolontariatu i jeździć po świecie. 
Było niesamowicie! Odwiedziliśmy także wydział prawa! Czyli dokładnie to co mnie interesuje!!! :)







Na dziś kończę, wkrótce dodam notkę co słchać tutaj, w Południowej Karolinie. Jak narazie powiem tylko że temperatura to 28 stopni Celcjusza co oznacza, że LATO TUTAJ TRWA!!!

Pozdrawiam!





CHARLESTON, SOUTH CAROLINA!!!


Link 19.10.2010 :: 06:18 Komentuj (5)
Więc tak, zaczynając od samego początku. Od tej środy, w Ameryce zaczynają się tak zwane jesienne ferie. Moi host rodzice postanowili jednak trochę je nam przedłuyżyć. W piątek wyjechaliśmy do Karoliny Południowej, a dokąłdniej Charleston. Plaża, ocean, piękne miasteczko, palmy i temperatura wynosząca około 30 stopni Celsjusza! To się nazywają wakacje!


Wyjeżdżając z Minnesoty, przez Wisconsin, Illinois, Indianę, Kentucky, Ohio, Tennessee, Karolinę Północną, w niedzielę nareszcie dotarliśmy na miejsce.
Oczywiście po drodze, spaliśmy na campingach, po to by trochę odpocząć.
Przejeżdżając przez Tennessee i Karolinę Północną, jechaliśmy przez Smoky Mountains, czyli pasmo górskie w Appalachach. Trochę niesamowity jest dla mnie fakt, że to o czym do tej pory uczyłam się na geografii, mogę zobaczyć na własne oczy. 




Widoki były niesamowite! Góry piękne, a samo Tennessee śliczne! Zdjęcia kompletnie nie oddają tego jak to wszystko naprawdę wygląda w rzeczywistości.
Kiedy w końcu dojechaliśmy do Charleston, było koło godziny 16.00. Przejechaliśmy się do miasta. tam spacerowaliśmy do godziny 23.00.

Główny port w Charleston:


Stary cmentarz, jak z horroru:


Najlepsze lody na świecie!!! :


Charleston:






Dziś natomiast, zwiedzilismy jedną z najstarszych plantacji w Ameryce- Middleton Place. niewolnictow pełniło tam najważniejszą rolę przed wojną. Niesamowite miejsce! Czułam się, jakbym była w dżungli. 
Najlepszy moment był wtedy kiedy idąc sobie spokojnie ścieżką, patrzę na bok bo coś się rusza, a tutaj jakiś metr odległości ode mnie, zaraz nad wodą jest krokodyl. O tak, po prostu, bez żadnych zabezpiecze, krokodyle pływają sobie tutaj w jeziorach i rzekach. 


Miejsce w którym były kręcone sceny do filmu ''Patriota'':


Ogrody:










Wieczorem natomiast, pojechaliśmy do mini portu, w którym najbogatsi Amerykanie (szegowie firm, lekarze i prawnicy) mają swoje posiadłości, prywatna plaża (na którą obowiazuje zakaz wstępu) i port, oraz śliczne domki i restauracje.








Plan na jutro to dalsze zwiedzanie miast Charleston, orza rejs statkiem.
Dodam pewnie jutro albo pojutrze wieczorem zdjęcia. :)
Jak na razie kończę i idę spać! 



SOUTH CTAROLINA!


Link 22.10.2010 :: 04:35 Komentuj (6)

Mam do opisania trzy dni… więc szczerze nie mam pojęcia ile
mi to zajmie, ale jeśli nie zrobię tego dziś, będę musiała nadrabiać dość dużo,
bo jutro wyjeżdżamy z campingu, po to, by przejechać przez Rocky Mountains czy
jakoś tak, więc dostęp do Internetu będę miała dopiero w niedzielę.



We wtorek zwiedzaliśmy po raz kolejny Charleston, tylko tym
razem druga część.  Na początek wycieczka
po miasteczku tak jakby ‘’bryczką’’. :) A potem spacer...

Oto sławny bar, znany z filmu ''Forrest Gump'' z Tom'mem Hanks'em w roli głównej, podają tam pyszne krewetki:

Jedna z uliczek:

Następnie spacer do portu i rejs po Atlantyku… ahhaha. Nie zdajecie sobie
sprawy z tego, ile tam było delfinów! Było niesamowicie! Do tego piękna pogoda…
nic więcej nie potrzeba! 


Na koniec przejechaliśmy się tylko alejką koło morza,
by zobaczyć wille wszystkich bogatych ludzi… to było niesamowite… te domy są
przecudowne!!! Po prostu nie ma brzydkiego…



W środę pojechaliśmy do Edmondston-Alston House. Do
posiadłości można dostać się tylko jadąc przez przepiękną drogę, wzdłuż której
rosną stuletnie drzewa. Jest to najbardziej fotografowana droga w USA. Były tam
kręcone sceny do filmów takich jak np. ‘’Patriota’’ z Mel’em Gibson’em w roli
głównej, ‘’Casanova’’ z Heath’em Ledger’em czy też ‘’Północ-Południe’’ z
Patrick’iem Swayze’m. Sama droga jest faktycznie fantastyczna. Zdjęcia nie do końca oddają tak jak naprawdę wygląda, ale mam nadzieję, że dadzą Wam jej pewne wyobrażenie. 

Podczas spaceru po
plantacji, nagle słyszę ’’sss’’, patrzę na drzewo, po mojej lewej stronie, a
tam wąż, o którym po chwili dowiedziałam się, że jest jadowity. Jedno jego
ukąszenie, a jad rozchodzi się w Twoich żyłach, powodując że umierasz… no tak…
oprócz krokodyli, węży jestem ciekawa co jeszcze spotkam… może goryla? 

Po zwiedzaniu ogrodów, posiadłości oraz domów
niewolników, udaliśmy się na plażę… domki z własnym wejściem na nią, są po
prostu urokliwe!




Specjalnie dla mojej rodzinki w Polsce:




Dziś natomiast zaraz rano, udaliśmy zwiedzić Fort
Charleston, który nie był jakiś gigantyczny, ale za to bardzo dobrze zachowany,
i doskonale przygotowany do poznania faktów na temat Ameryki biorącej udział w
Drugiej Wojnie Światowej. 

Po tym, udaliśmy się na spacer po pobliskiej plaży.


Spacerując po skałkach, Charlie postanowił przejść się trochę bardziej w głąb
wody… kamienie były śliskie, więc spadł prosto do morza… ahahha. Nawet nie
wyobrażacie sobie jak śmiesznie wyglądał cały mokry!

Po tym, musieliśmy wracać
na moment do przyczepy by mógł się przebrać. Spadając do wody, rozdarł sobie
skórę na ręce, przez co trzeba to było także opatrzyć, bo rana niestety okazała
się całkiem duża. Kiedy już dotarliśmy do przyczepy, a Charlie się ‘’pozbierał’’,
zjedliśmy lunch, czyli przepyszne krewetki z sosem czosnkowym i ryżem. 

Zaraz po
obiedzie udaliśmy się do portu, po to by zwiedzić statek, który przez pewien
czas kotwiczył w Pearl Harbor podczas wojny. Były tylko takie dwa. Ten drugi
został zatopiony podczas pamiętnego ataku. Na pokładzie mieściło się około 3500
osób. Oprócz tego, zwiedzaliśmy także łódź podwodną na 70 osób. Nigdy w życiu
czegoś takiego jeszcze nie widziałam! To była zdecydowanie jedna z najlepszych
atrakcji tego wyjazdu!!! Byłam tam tylko z Terri i Charlie’m, ponieważ moja
host siostra, stwierdziła, że jej takie rzeczy nie interesują. No cóż, straciła
niesamowitą okazję przekonania się na własne oczy, o tym jak to naprawdę
wszystko wyglądało.

Receptura tylko na 10 000 ciasteczek:



Na koniec, zdecydowaliśmy pojechać na moment na plażę.




Jutro rano wyjeżdżamy, będziemy przejeżdżać przez góry i
zwiedzać jaskinię nietoperzy. Do Maple Lake wracamy w niedzielę, więc pewnie
wtedy albo w poniedziałek dopiszę coś nowego.



Pozdrawiam!!! 



Wycieczka- dzień ostatni.


Link 29.10.2010 :: 06:16 Komentuj (2)
Przepraszam za opóźnienie, ale w ciągu ostatnich kilku dni miałam problemy z Interentem ze względu na wyjątkowo duży wiatr... Zerwało linie itp, więc nie było opcji żeby się połączyć czy przesłać coś normalnie.

Jeżli chodzi o zeszły piątek, wracając z Charleston, odwiedziliśmy Chimney Rock Park w Karolinie Północej.
Było pięknie!















Jutro po szkole jadę z Taylor do Valley Scare! Tutaj podaję linka: 
http://www.valleyscare.com/

W sobotę natomiast jedziemy do Dakoty Północnej, do Miriam, na mecz hokeja, drużyny uniwersytetu, dla którego jest cheerleaderką. Spędzimy noc w hotelu i wrócimy w niedziele koło południa. Niedziela to Halloween, więc zabieramy małą Ari na ''cukierek albo psikus''. 

Pozdrawiam!!! :)



VALLEY SCARE, SIOUX HOCKEY GAME & HALLOWEEN


Link 03.11.2010 :: 04:37 Komentuj (3)
Piszę tylko na moment. Nie mam dużo czasu. Jest prawie 11 w nocy, a ja jutro muszę wstać o 3rano.
Mam samoloto do Grand Rapids, Michigan o 7.10. Tam spotykam się z inymi exchange students i jedziemy do Nowego Jorku i Waszyngtonu!!! Nie mogę się już doczekać!!!

W piątek odwiedziłam z Taylor, Cole( jej brat) oraz Mike'm Valley Scare! Dawno się tak nie bawiłam! 





Tutaj filmik ze mną i Taylor na POWER TOWER:




Weekend spędzilismy z Miraim w Dakocie Północnej. Co prawda grę, Sioux0 drużyna której kibicowaliśmy przegrali, ale i tak byal niezła zabawa! Odwiedziłam 6 pod względem jakości i nowoczesności arenę na świecie! Było niesamowicie!







W niedzielę, tak szybko tylko jak wróciliśmy ,zabraliśmy się za dynie! Moja całkie mnieźle wyszła! :)
Potem udaliśmy się do Ari, by zabrać małą na trick or treating... ! W końcu to halloween! :)










Na dziś tyle... napiszę jak wrócę z wycieczki.
Pozdrawiam! 








New York and Washington trip!


Link 10.11.2010 :: 05:51 Komentuj (4)
We wtorek  rozpoczęła się moja wycieczka. Wcześnie rano, bo o 7.10 miałam samolot z Minneapolis do Grand Rapids, Michigan. 

Kiedy dostałam się na miejsce zbiórki, okazało się że jestem pierwsza. Pojechałam z małżeństwem pracującym dla CETUSY na śniadanie do restauracji. Po tym, odebraliśmy z lotniska Brunę- Brazylijkę. 
Godzina odjazdu autobusu spod centrum handlowego to była 17.00, dlatego też Sheryl i Steve postanowili zawieść nas do tego centrum, żebyśmy mogły tam sobie pochodzić. Po 6cio godzinnych zakupach, zakończonym kupnem MASY nowych ciuchów.
Zaraz na początku drugiej zbiórki poznałam Janę, Niemkę. Jak się potem okazało byłyśmy w tym samym autobusie oraz pokoju, więc już do końca wycieczki robiłyśmy wszystko razem.
Do Nowego Jorku- a raczej na jego przedmieścia dojechaliśmy o godzinie 10 rano. Zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na Liberty Island, by obejrzeć statuę wolności. Już od początku nasze humory były popsute, bo pogoda była beznadziejna. W ogóle nie było widać budynków na horyzoncie, tylko słabe zarysy. Wszystko było we mgle, padał deszcz a poza tym było zimno. 





Drapacze chmur:

Statua Wolności:









Musieliśmy tam zostać przez parę godzin, następnie udaliśmy się na rejs powrotny do centrum Nowego Jorku, gdzie spacerem, przeszliśmy się do miejsca Ground Zero, czyli terenu na którym stały zburzone przez terrorystów, bliźniacze wieże World Trade Center.





Po tym udaliśmy się do autokaru, pogoda była beznadziejna, więc przejechaliśmy tylko ulicami wielkiego miasta, zwiedzając także Broadway.










Zwracam szczególną uwagę, na reklamę na samej górze zdjęcia! Hahahha! :)



[ZDJĘCIA Z WASZYNGTONU DODAM JUTRO ALBO POJUTRZE, JAK BĘDĘ MIAŁA WIĘCEJ CZASU]
Noc spędziliśmy w motelu, a następnego ranka udaliśmy się do Waszyngtonu. Zaraz na początku zwiedziliśmy Arlington national Cementary, z grobem rodziny Kennedy’ch. 






Po tym, mieliśmy czas wolny w centrum handlowym.


 Na koniec zwiedzaliśmy Washington Monument i Pomnik Lincoln’a.








W piątek rano, pojechaliśmy autokarem pod Biały Dom.  

Z Piotrkiem pod pomnikiem Kościuszki:


Następnie zabrano nas pod Kapitol, gdzie znajdują się wszystkie Smithsonian Museums. Tam, mieliśmy  czas wolny. Dobraliśmy się w grupy i razem zwiedzaliśmy to co chcieliśmy. Moja grupa, była głodna, więc jako pierwszy punkty wycieczki ustanowiliśmy Subway. Idąc tam, przechodziliśmy przez park, gdzie odbywała się  akcja dla chorych na autyzm. Dostaliśmy tam koszulki. Kiedy już zjedliśmy z Subway kanapki, poszliśmy na spacer do pierwszego muzeum. Muzeum poświęcone Holocaust’owi. Nawet zdziwiło mnie to, jak dobrze wszystko na ten temat mają przygotowane.  Po tym, udaliśmy się do Space and Astronomy museum. Kupiliśmy pamiątki i wróciliśmy do autokarów.









Tak zakończyła się  wycieczka z CETUSĄ. Było całkiem fajnie, poznałam masę ludzi, szkoda tylko że pogoda w nowym Jorku była taka a nie inna…
Pozdrawiam!



FALL PLAY + HOT TUB +KONCERT! :)


Link 17.11.2010 :: 07:03 Komentuj (3)
W ostatni czwartek zaczęliśmy wystawiać tak zwaną sztukę jesienną.
Składała się z dwóch jednoaktowych przedstawień.
Było niesamowicie. Ogromna widownia, i wszystko doskonale zorganizowane! 













Oprócz tego, w sobotę spałam u Misy w domu. 
Mają tam coś jak jacuzzi. Pomijając fakt, że było jakies -5,
a my w kostiumach kapielowych, przechodziłyśmy po śniegu, żeby się dostać do gorącej wody, było świetnie!:)
Mamuś- nie nie jestem chora, świetnie się czuję i nic mi nie jest!! :)




Wczoraj po szkole byłam w  Minneapolis. Pojechałam tam z Alyssą, Cristin i jej bratem i jego kolegą oraz ich rodzicami. Nasza drużyna dostała się do mistrzostw stanowych. Grali na stadionie, na którym normalnie gra
drużyna stanu- Minneosta Vikings. po raz piewszt w hostorii szkoły zaszliśmy tak daleko. CO prawda tym razem przegraliśmy,
 ale i tak wszyscy są dumni, bo to niesmowite co w tym roku dokonała drużyna!
Miałam na sobie koszulkę mojego przyjaciela- Wesley'a, czyli numer 10.




Dziś natomiast zaraz po szkole miałam trening cheerleaderek. W czwartek dostajemy nowe stroje i pompony. Od grudnia zaczynamy kibicować drużynie.
Po tym, w mojej szkole wieczorem był koncert szkolnego zespołu. Brał w nim udział Wesley- mój przyjaciel. Tak, tak, ten sam, którego koszulkę miałam wczoraj na meczu.



Jest niesamowity!!!  Jego każde solo było świetne! W przyszłości chce zostać muzykiem, więc traktuje to bardzo poważnie.

Na dziś już kończę. Idę nareszcie spać.
Narazie! :)





CHEERLEADING! :)


Link 19.11.2010 :: 04:34 Komentuj (26)
Stwierdziłam że dodam osobny wpis na ten temat, bo strasznie dużo ludzi przesyła mi maile pytając jak to wsyzstko wygląda. 
No więc, w amerykańskiej szkole, na początku są tak zwane przesłuchania. Musisz się wykazać synchronizacją, dykcją i ''wiecznym uśmiechem''. Nie jest tak trudno. Nie ma określonej liczby osób w drużynie. 
Cheerleaders dla drużyny football'u w mojej szkole to tylko 8 osób. Natomiast w mojej grupie cheerleaders dla wrestlingu- 7. To wszystko zależy od układu, trenerki i tego jaki jest wybór dziewczyn. 
Cheerleading dla druzyny wrestlingu jest dość ciekawą sprawą, bo oprócz figur stojących, robimy także ''sitting cheers''- siedzisz na ziemi, na specjalnych, zrobionych na zamówienie, imiennymi poduszkami, i wystukujesz rytm w podłogę, za pomocą dłoni. Dlatego taka ważna jest synchronizacja, bo jest (jak się może nie wydaje) to straaaaaaasznie trudne!!! 
Treningi mamy codziennie, by opanować wszystkie układy. Pierwsze rozgrywki są 5 grudnia.

Mamuś, chciałaś zobaczyć strój:


Tutaj, wygłupiałam się z małą Ari- tak brzmi jeden z tekstów, które mamy w planie pokazać na zawodach...
jest ich 62... do każdego inny układ uderzeń w podłogę, co strasznie miesza wszystko!!! 




Pozdrawiam!!! 
Mamuś- strasznie za Tobą tęsknię! Dzięki za misia, jest ze mną cały czas!!!