10 months in the USA
"The key to happiness is having dreams.
The key to success is making your dreams come true."

PROM!!! :)


Link 23.04.2011 :: 02:24 Komentuj (10)
No więc tak! 
Z powodu pewnych problemów- o których chcę pisać tylko w prywatnych wiadomościach- jeśli ktoś chce wiedzieć więcej podaję jeszcze raz maila: wisnicka.anna@gmail.com, zmieniłam rodzinę. 
Mieszkam teraz z moją najlepszą amerykańską przyjaciółką Sam. 
Codziennie robimy coś zwariowanego więc nie nudzę się ani na chwilę, i jest niesamowicie. :)

16.04.2011 to data, kiedy odbył się PROM!
Było niesamowicie.
Rano ja i Sam, pojechałyśmy do fryzjera. Dokładnie przez 2 godziny i 17 minut siedziałam w jednym miejscu i już mnie  tam rozrywało- bo ja zdecydowanie nie należę do osób cierpliwych, ale zdecydowanie opłacało się! :)
Moja fryzura była niesamowita.
W drodze powrotnej, spieszyłyśmy się strasznie, więc zmywałyśmy lakier do paznokci- w samochodzie...hahah. To było naprawdę śmieszne, szczególnie wtedy kiedy mijałyśmy szeryfa. xD
Przed zrobieniem zdjęć Wesley przyjechał do mojego domu, gdzie był już Jake-chłopak Sam.






Zrobiliśmy zdjęcia, po czym ja i Wesley udaliśmy do domu jednego z naszych znajomych po to by zorbić tam zdjęcia z rodzicami i innymi przyjaciółmi. Było nas tam łacznie 22pary. Straszne zameiszanie ale przy okazji fajna zabawa.








A! Pomysl z limuzyną nie wypalił. Dlaczego- bo rano, 16 kwietnia padał ŚNIEG! A oni nie wypożyczają limuzyn gdy śnieży. Więc musieliśmy się dostać do włoskiej restauracji "Buca" w Maple Grove własnymi samochodami. 
Ja jechałam z Wesley'em, Justin'em i Lis'ą. 


Bo zjedzeniu przepysznego ale ogromnego też obiadu udalismy się do szkoły. Bo o godzinie 20.00 rozpoczynał się Grand March. Niesamowite przeżycie!!! Zdecydwoanie wspaniała zabawa! Zapowiadanie par, i występy na 5 sccenach są po prostu nie do opisania... przez cały czas błagałam tylko żebym się nie zabiła w swoich szpilkach...Hahahha. :) 

Następnie spedziliśmy czas tańcząc do godziny 24.00. Po 24.00 wróciliśmy do domu, zmienić ciuchy na coś wygodnego i udaliśmy się o 1.00 w nocy spowrotem do szkoły na Post Prom Party. Był magik, iluzjonista, hipnotyzer, masa jedzenia- darmowego, nagrody i mnóstwo gier. Więc do godziny 6 rano się nie nudziłam. A! I wygrałam elektroniczną ramkę na zdjęcia...:). Nigdy w życiu tak świetnie się jeszcze nie bawiłam. Zdecydowanie pozostaną mi po tym niesamowite wspomnienia. 

Na razie tyle, jak coś to piszcie maile.  Jutro- tygodniowa wycieczka na Florydę z CETUS'Ą. 
Dodam więc notkę jak tylko wrócę!!!
Pozdrawiam, 
Ania